Altermedia Polska
Altermedia Polska: ” W czasach powszechnego oszustwa, mówienie prawdy jest czynem rewolucyjnym” George Orwell

Zakłamanie

November 3rd, 2009 · Pozostaw komentarz (Brak komentarzy)

Print This Post Print This Post

taliban-flaggMyśl Polska: Inaczej odbywającą się właśnie szopkę w Hadze nazwać trudno. Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w byłej Jugosławii sądzić będzie byłego prezydenta Serbów bośniackich, Radowana Karadżića. Za ludobójstwo na muzułmanach bośniackich i Chorwatach, za planowanie, podżeganie i popieranie zbrodni wojennych, zmierzających do eksterminacji lub wypędzenia zamieszkujących Bośnię (której 50% ludności stanowili Serbowie) muzułmanów, za wydanie rozkazu do wymordowania prawie ośmiu tysięcy muzułmańskich mężczyzn i chłopców w Srebrenicy. Akt oskarżenia liczy 40 stron, natomiast materiały dowodowe – 1,2 miliona stron dokumentów. Karadżiciowi grozi dożywocie.

Karadżić przed trybunałem, który pogardliwie nazywa „natowskim sądem”, broni się sam. Niczym Slobodan Miloszević uparcie utrzymuje, że jest niewinny, że bronił jako przywódca Serbów swoich rodaków. Ale dodaje coś jeszcze, co dla wielu wpływowych kręgów może być niewygodne. Jeśli i Karadżiciowi przydarzy się dziwna śmierć w „niewyjaśnionych okolicznościach” (w 2006 w haskim więzieniu umarł Miloszević, według oficjalnej wersji na zawał serca, według niezależnych raportów natomiast w jego organizmie szkodliwych substancji chemicznych), to może to stanowić poważny dowód na rzecz przypuszczenia, że Zachód nie tylko stosował wobec serbskiego przywódcy podwójne standardy, ale i czegoś wyraźnie się obawiał.

Kto kogo oskarża?

Karadżić stanowczo powtarza, że Stany Zjednoczone zaoferowały mu swoisty handel wymienny. Coś za coś – Karadżić zagwarantowany miał mieć immunitet i nietykalność, jeśli tylko wycofa się z aktywnej polityki i nie będzie hamował układu pokojowego z Dayton. Tak też się stało – serbski przywódca w Bośni wycofał się z polityki, choć przez ładnych parę lat bynajmniej się nie ukrywał. Podróżował pomiędzy Bośnią a Serbią, pracował, odwiedzał rodzinę. I wszystko to pod okiem sił pokojowych ONZ, które nie spieszyły się specjalnie z aresztowaniem Karadżicia.

W 1996 roku jeszcze zeznawał dowódca błękitnych hełmów, admirał Leighton Smith: „Nie mam rozkazu, by polować na doktora Karadżicia”. I to mimo, iż ten przejeżdżał pod nosem oenzetowskich patroli kilka razy na dzień. Siły pokojowe nie tylko go nie ścigały – ale robiły praktycznie wszystko, by Karadżicia (człowieka charakterystycznego jak mało który serbski polityk, z szopenowską bujną grzywą) nie widzieć. A ten najwyraźniej nie czuł też potrzeby, by się ukrywać. W towarzystwie tylko jednego kierowcy-ochroniarza poruszał się ulicami miasta Pale, stolicy Republiki Serbskiej w Bośni.

Istnienie układu między Karadżiciem i Amerykanami potwierdza też prokurator Trybunału Międzynarodowego dla byłej Jugosławii, Carla del Ponte. Jej zdaniem nie ma najmniejszych wątpliwości, że ówcześni prezydenci Bill Clinton i Jaques Chirac blokowali aresztowanie Karadżicia, natomiast wspólnie Clinton z Chiraciem przekonywać mięli Tony’ego Blaira, aby o ewentualnym planowanym zatrzymaniu Karadżicia najpierw poinformować Rosję. A tymczasem były serbski prezydent cieszył się zupełną swobodą, nie tylko przebywał w Bośni i Serbii, ale i jeździł do matki w Czarnogórze, i to regularnie przez to samo przejście graniczne w Milusi, o czym doskonale wiedziały siły międzynarodowe, informowane przez Bośniaków.
Karadżicia łapać wówczas po prostu nie chciano. Dlaczego? Najprawdopodobniej podczas wojny w Bośni miał układy z błękitnymi hełmami, albo raczej z najwyższym dowództwem wojskowym, a zatem i z najważniejszymi światowymi władzami politycznymi. Jakkolwiek by się na obecność oddziałów ONZ w Jugosławii nie zapatrywać, to trzeba przyznać, że początkowo nie chroniły one nikogo, poza samym sobą. Siedziały w garnizonach i koszarach, pilnowały sprzętu zajętego, ale faktycznie żadnych uprawnień do użycia siły nie miały, i gdy tylko któraś ze stron tego zapragnęła, to taki oenzetowski bastion „zajmowała”, przywłaszczając sobie czołgi i działa. W roku 1995, gdy Serbowie szturmowali raz po raz Srebrenicę, i gdy w końcu stacjonujący tan batalion holenderski zażądał wsparcia lotniczego, usłyszał odmowę z powodu… nieprawidłowego formularza wniosku. A potem, gdy Serbowie miasto zajęli, Holendrom włos, albo raczej hełm z głowy nie spadł, a ich dowódca uwiecznić się raczył na zdjęciach, pijąc bruderszaft z generałem Mladiciem. Jeszcze w 2002 roku nachalnie nagłośniony „szturm” na dom Karadżicia w pale skończył się… procesem sądowym za wyłamane drzwi, wytoczonym przez jego żonę (samego Karadżicia oczywiście nie zastano).

Czyż może być, aby nie było to bardzo grubymi nićmi szyte polityczne machlojstwo, świadczące o amerykańsko-europejskiej hipokryzji i podwójnej moralności Zachodu wobec Serbów? Oczywiście, że Amerykanie wszelkim spekulacjom i oskarżeniom o mentalność Kaliego twardo zaprzeczają. Ale gdy już Karadżicia zatrzymali, jakoś dziwnie szukają dodatkowych atutów i asów do rękawa, jak gdyby sama Srebrenica nie wystarczała, by zdyskredytować serbskiego przywódcę w oczach świata. W mieszkaniu Karadżicia, który przez ostatnie lata ukrywał się jako siwobrody dr Dabic, jako noszący grube okulary i słomiane kapelusze neuropsychiatra, specjalista od ziół, medycyny dalekowschodniej i problemów z erekcją – znaleźć podobno miano kasety wideo, ukazujące Karadżicia pijącego mocz i uczestniczącego w perwersyjnych orgiach seksualnych… Cóż, w amerykańskie teorie można wierzyć, lub… nie.

„Sprawiedliwość”, gdy sprzyja okazja

Ciąg dalszy myslpolska.pl

Muzułmańscy wojownicy w Bośni

  • Share/Save/Bookmark
1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading ... Loading ...
Share/Save/Bookmark



Tags: Europa · Multimedia · Polityka

0 responses so far ↓

  • There are no comments yet...Kick things off by filling out the form below.

Leave a Comment